Co może zrobić rower w sytuacji kryzysowej? Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że niewiele. W działaniach ratowniczych mCo może zrobić rower w sytuacji kryzysowej? Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że niewiele. W działaniach ratowniczych myślimy przede wszystkim o samochodach terenowych, pojazdach służb, agregatach, ciężkim sprzęcie czy transporcie medycznym. Tymczasem doświadczenia ostatnich lat pokazują, że w pierwszych godzinach i dniach kryzysu równie ważne są mobilność, szybkie dotarcie do ludzi i dobrze zorganizowana grupa lokalnych wolontariuszy.
Z takiego założenia wychodzi Rowerowa Ochotnicza Straż Humanitarna – ROSH, która powstaje w Świdniku.
Nie chodzi o tworzenie kolejnej służby ratowniczej ani zastępowanie straży pożarnej, policji, ratowników czy administracji. Idea jest znacznie prostsza: przygotować lokalny zespół ludzi, którzy wiedzą, jak zachować się w sytuacji kryzysowej, potrafią współpracować i mogą wesprzeć profesjonalne służby tam, gdzie potrzebne są dodatkowe ręce do pracy.
Dlaczego rower?
Rower w takim modelu nie jest celem samym w sobie. Jest narzędziem.
W czasie powodzi, awarii infrastruktury, długotrwałego braku energii, problemów komunikacyjnych czy innych zdarzeń kryzysowych możliwość przemieszczania się może szybko stać się jednym z podstawowych problemów. Samochód potrzebuje przejezdnej drogi i paliwa. Pieszy może dotrzeć niemal wszędzie, ale porusza się wolniej i ma ograniczoną możliwość przewożenia wyposażenia.
Rower znajduje się pomiędzy tymi dwoma rozwiązaniami.
Pozwala stosunkowo szybko przemieszczać się po mieście i poza nim, korzystać z dróg lokalnych, gruntowych czy ciągów niedostępnych dla samochodu, a jednocześnie zabrać ze sobą podstawowe wyposażenie, apteczkę, wodę, żywność, środki łączności czy inne potrzebne rzeczy. W przypadku rowerów transportowych możliwości przewozowe są jeszcze większe.
ROSH ma więc sprawdzić, jak można wykorzystać tę mobilność w działaniach związanych z ochroną ludności i pomocą humanitarną.
Ale sam rower nie wystarczy.
Najważniejszym elementem całego projektu są ludzie i zespół.
Najpierw przygotowanie, później działanie
Jednym z największych problemów podczas nagłych kryzysów jest to, że wiele osób chce pomagać, ale nie zawsze wiadomo: komu, gdzie, w jaki sposób i pod czyją koordynacją.
Spontaniczna pomoc ma ogromną wartość, co szczególnie dobrze było widać po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie w 2022 roku. Jednocześnie doświadczenia kolejnych sytuacji kryzysowych pokazały, że jeszcze skuteczniejsza może być pomoc ludzi, którzy znają się wcześniej, regularnie ćwiczą i mają określony sposób działania.
Dlatego w ROSH nie chodzi wyłącznie o stworzenie listy wolontariuszy.
Grupa ma zdobywać kompetencje praktyczne, uczyć się pierwszej pomocy, reagowania w sytuacjach kryzysowych, współpracy i komunikacji. Równie ważne będzie poznanie własnych możliwości i ograniczeń oraz budowanie zaufania pomiędzy uczestnikami.
Bo w prawdziwym kryzysie nie ma czasu na zastanawianie się, kto potrafi udzielić pierwszej pomocy, kto umie dobrze poruszać się w terenie, kto może przewieźć wyposażenie, a kto najlepiej radzi sobie z organizacją pracy grupy.
To trzeba wiedzieć wcześniej.
Nie zastępować służb, tylko je uzupełniać
To jedno z najważniejszych założeń ROSH.
Rowerowa Ochotnicza Straż Humanitarna nie ma wykonywać zadań wymagających specjalistycznych kwalifikacji, które należą do zawodowych służb. Wolontariusze mogą natomiast wykonywać wiele działań pomocniczych: docierać do osób potrzebujących pomocy, przekazywać informacje, transportować niewielkie ilości sprzętu i zaopatrzenia, wspierać logistykę czy pomagać przy organizacji miejsca działań.
Im więcej prostszych zadań może przejąć dobrze przygotowana grupa wolontariuszy, tym większą uwagę profesjonalne służby mogą poświęcić działaniom wymagającym specjalistycznego sprzętu i uprawnień.
To jednak nie jest pomysł całkowicie budowany od zera.
Przy tworzeniu świdnickiego ROSH korzystamy z doświadczenia Fundacji Folkowisko i Ochotniczej Straży Humanitarnej, która od kilku lat rozwija model lokalnych liderów przygotowanych do działania w sytuacjach kryzysowych.
I właśnie dlatego warto zapytać ludzi, którzy ten model już budują: co rzeczywiście działa, czego nauczyli się w praktyce i czy rower może być naturalnym rozwinięciem ich doświadczeń?
„Najważniejszy jest zespół, który się zna i sobie ufa”. Rozmowa z Dariuszem Bobakiem
Dariusz Bobak jest prezesem Fundacji Folkowisko, animatorem społecznym i liderem organizacji pozarządowych działających w obszarze kultury, edukacji i budowania odporności społecznej. Od wielu lat zajmuje się mobilizowaniem społeczności lokalnych, koordynowaniem zespołów oraz budowaniem partnerstw. Z Fundacją Folkowisko związany jest od początku jej istnienia.
Skąd wziął się pomysł Ochotniczej Straży Humanitarnej?
— Pomysł na Ochotniczą Straż Humanitarną krążył za nami od dość dawna. Wszystko zaczęło się od wielkiego zrywu pomocowego związanego z pomocą Ukrainie. Praktycznie cała Polska ruszyła wtedy pomagać i pojawiło się mnóstwo wolontariuszy, którzy chcieli się zaangażować.
Później ten zryw stopniowo słabł. Kiedy jesienią 2024 roku rozpoczęła się powódź na ziemi kłodzkiej, również ruszyliśmy z pomocą, ale już wtedy mieliśmy problem ze zebraniem sprawnej i dobrze działającej, dużej grupy wolontariuszy. Wtedy zaczęliśmy myśleć, że warto stworzyć stałą bazę osób wcześniej przygotowanych do działań humanitarnych.
Mieliśmy już doświadczenie w budowaniu grup wolontariackich. Festiwal Folkowisko od lat opiera się na dobrze przygotowanym i bardzo zaangażowanym wolontariacie. Postanowiliśmy więc wykorzystać te doświadczenia do budowy sieci wolontariuszy przygotowanych już konkretnie do działań humanitarnych.
Wybraliśmy około 20 osób z województw podkarpackiego i lubelskiego i rozpoczęliśmy z nimi cykl warsztatów. Uczestnicy zdobywali umiejętności praktyczne, ale bardzo dużą wagę przykładaliśmy również do budowania zespołu.
Nasza idea opiera się na formule train the trainers. Szkolimy lokalnych liderów, którzy później w swoich miejscowościach budują własne zespoły i przekazują zdobyte kompetencje dalej.
Jakie umiejętności okazują się najważniejsze?
— To zależy od rodzaju kryzysu. Czasem kluczowa będzie pierwsza pomoc albo umiejętność działania w trudnym terenie. W innych sytuacjach bardzo ważne mogą być kompetencje miękkie, na przykład umiejętność radzenia sobie z dezinformacją.
Ale podstawą jest dla mnie umiejętność budowania zespołu i pracy w grupie.
Potrzebujemy ludzi, którzy się znają, ufają sobie i wiedzą, czego mogą oczekiwać od pozostałych członków zespołu. Taki zespół wie, na co go stać i jakie kompetencje posiada każda osoba.
W naszej grupie są ludzie z bardzo różnym doświadczeniem. Są strażacy z OSP, osoby pracujące z młodzieżą, ludzie związani ze środowiskiem survivalowym, ale również społecznicy, osoby pracujące z ludźmi z niepełnosprawnościami czy zajmujące się organizacją pracy młodzieży.
Ta różnorodność jest wartością.
Czy rower rzeczywiście może przydać się w działaniach humanitarnych?
— Rower jest bardzo uniwersalnym środkiem transportu. Jest stosunkowo tani i dostępny, a jednocześnie bardzo dobrze sprawdza się w trudniejszym terenie.
Rowerem można dotrzeć w miejsca, do których nie da się wjechać samochodem czy większym pojazdem. Wolontariusz na rowerze ma w wielu przypadkach dostępność zbliżoną do pieszego, ale może poruszać się znacznie szybciej i zabrać ze sobą więcej sprzętu.
Dzięki temu rowerzysta może szybciej dotrzeć tam, gdzie pieszo zajęłoby to znacznie więcej czasu, przewieźć wyposażenie, a jednocześnie dostać się w miejsca niedostępne dla innych środków transportu.
I właśnie jako uzupełnienie pozostałych form transportu rower ma duży potencjał.
Dlaczego Fundacja Folkowisko zdecydowała się wesprzeć ROSH w Świdniku?
— My sami nie wpadliśmy na pomysł połączenia roweru z Ochotniczą Strażą Humanitarną. Nie jesteśmy środowiskiem rowerowym.
Kiedy przedstawiłeś nam tę koncepcję, zobaczyliśmy jednak, że rower może być bardzo dobrym uzupełnieniem naszego modelu. Dlatego uznaliśmy, że warto wesprzeć budowę takiej drużyny w Świdniku.
Ochotniczą Straż Humanitarną traktujemy jako model otwarty. Nie jest to system licencjonowany. Zapraszamy do niej wszystkich, którzy zdecydują się podążać za podstawowymi wartościami humanitarnymi, wspólnymi zasadami oraz potrafią zaangażować energię innych osób.
Świdnicka drużyna rowerowa może bardzo ciekawie wzbogacić ten model o zupełnie nowy rodzaj mobilności. Jeśli rozwiązanie się sprawdzi, może też stać się przykładem dla podobnych grup w innych częściach Polski.
Po czym poznamy, że ROSH naprawdę działa?
— Pierwszym wskaźnikiem będą regularne wspólne działania.
Dlatego początkowe treningi są tak ważne. Ich zadaniem nie jest tylko przekazanie umiejętności. Mają przede wszystkim stworzyć zespół ludzi, którzy się znają i sobie ufają.
Drugim wskaźnikiem będzie to, czy po zakończeniu pierwszego cyklu szkoleń grupa nadal będzie uczestniczyła w działaniach i kolejnych treningach.
Jeżeli będzie się regularnie spotykać, ćwiczyć i podejmować wspólne działania, będziemy mogli powiedzieć, że rzeczywiście istnieje, a nie była tylko jednorazowym projektem.
Ostatecznym sprawdzianem będzie oczywiście prawdziwy kryzys, którego wszyscy chcielibyśmy uniknąć. Jeśli jednak się wydarzy, dopiero wtedy zobaczymy, na ile nasze przygotowanie było skuteczne.
I trzeba podkreślić jeszcze jedną rzecz: naszym celem nie jest zastępowanie służb. Chcemy je uzupełniać. Organizacje obywatelskie i wolontariusze mogą działać tam, gdzie potrzebne jest dodatkowe wsparcie albo gdzie można zareagować szybciej i bardziej elastycznie.
Właśnie w tej przestrzeni widzimy miejsce dla Ochotniczej Straży Humanitarnej, a teraz również dla Rowerowej Ochotniczej Straży Humanitarnej w Świdniku.
Projekt pn. „Rowerowa Ochotnicza Straż Humanitarna – przygotowanie organizacji do realizacji zadań ochrony ludności” realizowany jest w ramach projektu „Bezpieczna Polska Lokalnie”.
Projekt „Bezpieczna Polska Lokalnie” został dofinansowany przez Partnera Strategicznego – Fundację PKO Banku Polskiego i stanowi ścieżkę partnerską, realizowaną w ramach programu „Działaj Lokalnie”. „Działaj Lokalnie” jest programem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, realizowanym przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce we współpracy z siecią Ośrodków Działaj Lokalnie, w tym z Stowarzyszeniem „Czajnia”.


